ANNA WŁODARCZYK

Urodzona w Łodzi, siedemnastoletnia mieszkanka Przasnysza ( tu mieszka i uczy się w LO im.KEN, w klasie humanistycznej). Uwielbia: stare fotografie, czereśnie, zapach bzów i konwalii, czytanie (wszystkiego, co wpadnie w ręce - prócz s.-f. i fantasy), filmy E.Kusturicy, grupę Queen, pisanie listów, pływanie i mnóstwo innych rzeczy, które nie sposób wymienić.

***

odejdę
gdy ostrze księżyca muśnie
krtań moją i gardło

nawet się nie obejrzę
by pomachać rzęsami
nawet nie przełknę
słów pożegnania
nie złapię spojrzenia
ostatniego

ale
przesiąknięta rozpaczą

odejdę


tajemnica lunatyczki

pisała wiersze
suszyła motyle
tak, była romantyczką
z krwi i kości

a może
tylko z krwi
i lepkiej materii

snuła się jak
wskazówka zegara
znała drogę
wytyczoną przez
tarczę losu

a więc czemu
zgubiła się wśród
zakurzonych myśli?


miłość lubi się powtarzać

błądzę wśród rzęs
oddycham zapachem twych oczu
zasypiam pod pierzyną powiek

bryza spojrzeń uderza umysł
zniewala zastygłe dłonie
przesiąka kosmyki włosów

znów mnie uwiodłeś


wernisaż przeszłości

chcę oczyścić dzieciństwo z koszmarów
machnąć ręką by wszystko zniknęło
jak kurz ze starego zdjęcia

proszę o nowe płótno życia
o paletę myśli
na razie jestem tylko szkicem


za progiem zniknę

wyrzuć

fotel z miłością
zasiedziała się przy kawie
zdjęcia z odciskami uczucia
już dawno zapomniane
słoną poduszkę
łzy wyparowały
cegłę zaufania
nie zbudujemy domu

wyrzuć mnie z serca
za próg duszy


***

proszę
wypełnij tę przepaść
między dotykiem a czuciem
myślą a słowem
początkiem a końcem

zostań
między policzkiem a łzą
językiem a wargą
iskrą a popiołem

nie odchodź


a dokoła cisza

łza zatacza kręgi
w sercu-
milczenie też boli

po pokoju snuje się
widmo telefonu
za oknem mgła
niewypowiedzianych
słów

ta miłość jest głucha


epidemia

nicość rozrywa
sadzonki myśli
grunt wspomnień
usuwa się spod nóg
nawet
korzenie pamięci
nie stawiają oporu

zapomnienie
to okrutny ogrodnik


świt

daj mi czas
muszę nakarmić umysł
bochenkami myśli
wykrzesać z siebie
resztki melancholii
ulepić rzeczywistość

wszystko znikło wraz z rosą
pierwszym ziewnięciem poranka
oddechem czarnego asfaltu
daj mi znaleźć się
w świetle dnia


czekoladowy erotyk

jak czekoladę
na pół mnie przełam
lecz proszę-
nie dziel się z nim

moje oczy nie zerkają
zza czerwonej
zasłony rozpusty

jak czekolada
rozpływam się
w palcach twych
czuję szorstkość języka
zlizujesz mnie z
dłoni

jak czekolady
zasmakuj mnie
lecz proszę-
nie wyrzucaj sreberka