IZABELA WĄSOWSKA

Urodziłam się w Ostrołęce w Mikołajki 1974 roku jako Iza Gołaszewska; zaraz potem zamieszkałam w Przasnyszu przy Alei Wojska Polskiego, gdzie szczęśliwie doczekałam końca szkoły średniej. Kontynuowałam naukę na Politechnice Gdańskiej w Gdańsku i w tym mieście zapuściłam korzonki. Teraz tu żyję, mieszkam, pracuję - nieustannie tęskniąc za klimatem naszego Przasnysza. Może los pozwoli powrócić... Poniższe wierszydełka zostały wydarte mojej prywatności, dziś jej fragmentami dzielę się z Wami..

Komuś od zawsze bliskiemu

We wspomnieniach błądzący po omacku
W przeszłości brodzący nocami
Nie spostrzegł, że mimo upływu czasu
Wciąż jesteśmy Ci sami..

Tylko dzisiaj jest nieco świeższe
Niż poranek sprzed dziesiątków miesięcy
I sam silniejszy o przeszłość
I sam mogący dziś znacznie więcej

A wczoraj zawsze jest lepsze
Bo poznane we śnie dokładniej
W tęsknotach, co noc utulane
I chowane przed światem starannie

I dziś jest poranek jaskrawy
Co za godzin tysiące
Będzie jak ten wspominany
Kolejną teraźniejszość mącący

Ustami z poranków świeżość spijaj
Czułym dotykiem teraźniejszość pieść
Korzystaj teraz z czasu, który mija
Byś nocami mógł wspominać...

***

Dotykawszy beznadziejnego twego ciała
Oszpeciłam swą duszę błękitną
W grymasie obrzydzenia teraz będzie trwało
To, co do wczoraj pięknem w nas było

I palce mam wykrzywione i martwe
Od gęby Twej milczeniem wykręconej
I dłonie i łokcie i ramię
I wszystko tak szpetne jak twoje

I radość życia ugaszona
Krwawiącą duszą zalana
Jakże cała jestem poruszona...
Wiem, że nie dotrwam do rana

I serce stało się obrzydliwe
Śmierdzące jak twoje wnętrze
I spojrzenie na świat już mam krzywe
I robaki.. już widzę je wszędzie

Zapadam w niepamięć w zgnilizny odorze
I myśl jęknęła ostatnia
..że piękna już zima na dworze
A ja umieram tu sama..

Pamiętaj

Gdy się szczęścia spotkają dwa
Na oceanie życia ludzkiego,
I jedno drugiemu chce dać
To, co ma najcenniejszego.

Na strunach ludzkich namiętności
Miłosne tango zagrać chcą,
To nie przeszkadzaj miłości
Wesprzyj ją swoja grą.

Wystukaj rytm serca swego
W duszy drugiego człowieka,
Uważaj by nie spłoszyć Tego
Na co każde z Was tak czeka.

Namiętny pocałunek złóż
Na wargach swego Przeznaczenia,
I pieść Je dotykiem płatków róż
Dotykiem uczucie w rozkosz przemieniaj.

I całuj i pieść i kochaj
Swą duszą i ciałem całym,
I zazdrosnym bądź i szlochaj
I poświęć Jej życie całe.

Bo nie ma nic piękniejszego
Na całym świecie naszym,
Jak poznać , zrozumieć i czuć,
Co znaczy kochać i być kochanym.

Na powitanie

Cześć Kochanie Moje Najdroższe,
Cześć Słońce Memu Istnieniu Jedyne,
Cześć Niewierności Mojej Patronie,
Cześć Mącący w Główce Niewinnej Dziewczynie.

Witaj Złodzieju Czasu Mojego,
Witaj Dający Rozkoszy Chwile,
Witaj Do Zwierzeń Składający,
Witaj o Słodko się Rumieniący.

Dzień Dobry Jutrzenko Moja,
Dzień Dobry Wiosenny Promyku,
Dzień Dobry Za Nic Mnie Kochający,
Dzień Dobry Proroku Występku Niecnego.

Całuje Twe Usta Namiętnie,
Całuję Twe Serce Nie Dla Mnie Przeznaczone,
Całuję Twe Myśli Marzeniem Rozkoszy Grzeszne,
Całuję Pragnienia O Ile Są Przy Mnie.

To co czuję

W deszczu Twych łez tęsknoty moknę
W ogniu Twego spojrzenia płonę
Milczeniem Twych namiętnych ust krzyczę

Pod dotykiem Twego pożądania się rozpływam
W takt muzyki Twego ciała tańczę
Znikam w ramionach niepamięci...

Wbrew rozumu, wbrew niechęci,
Wbrew wszystkiemu, co kochać mi pozwolono..
Z nadzieją, że warto poddaję się nurtom przeznaczenia

***

Wypalić oczy
Zakneblować usta
Zamknąć w otępieniu
Zmysły pozostałe
Ludzkości przegniłej
Dobrodziejstwami teraźniejszości
Dać szansę poczęcia
Myśli złocistej w nieskazitelności
Autorki bramy
Do lepszego jutra

Zamyślenie

Szaleństwo w życiu popełnić
Na pokuszenie szczęścia własnego
I całe życie w węzełek wziąć
I ofiarować komuś innemu

Ot tak po prostu
W chwili przypływie
W myśli zapomnieniu
W zdrady afekcie

To w pamięć się wbija
To w pamięć zapada
Lecz czyż to przygoda?
Czy może już zdrada?

Czy trzeba uczynkiem?
Czy myślą wystarczy?
Czy myśl jest grzechem?
Czy myślą grzech zwalczyć?

Czy pytać w ogóle o sens tej drogi?
Czy poddać ciało duszy?
Nie słuchać przestrogi
Którą rozum na oczy nakłada

Niech życie toczy się samo
Drogą przez opatrzność mu daną
A my.. spotkajmy się rano....
I czyńmy co w gwiazdach nam zapisano...

***

Rozstać się jest najtrudniej
Powrócić do życia z odmętów niepamięci
I trwać jak kiedyś w prozie rzeczywistości
Bez słodkich słów, pocałunków, dowodów miłości

Nie będzie za długich rozstań
Nie będzie czasu zbyt szybko biegnącego
Nie będzie rozgrzeszenia dawanego sobie samemu
Nie będzie uśmiechu, nie będzie grzechu...

Lecz to co od losu nam wydrzeć się udało
Z pewnością sensu naszemu życiu dodało
Pamięcią namiętności, pocałunków Twoich, będę pieścić wspomnienia...
Dziś składam na ustach Twoich bolesny pocałunek pożegnania...

Lodowisko

Ach Panie, Panowie
Wy mówicie 'psik' ja 'na zdrowie'
Wy że smętnie jest i smutno
Ja radośnie, wesolutko
Podśpiewując sobie cicho
Biegnę dziś na lodowicho

Bo nie warto głowy suszyć
Ciężkich myśli w sobie dusić
Mimo pluchy, mimo chlapy
Mimo chandry i boleści
Mimo wszelkich przypowieści
O morderstwach i napadach
O atakach i porwaniach
O zwolnieniach, bezrobociu
O wyborach i o gościu co mu czarny kot z radością
Linię życia przeciął prosto

Spakuj smutki do walizki
Na śmietniku porzuć bliskim
Załóż łyżwy, łyknij kawkę
Biegnij ze mną na ślizgawkę

***

Zaczarowaniu ulec pokornie
W odmętach ludzkich niedoskonałości
Nicość posiąść jest najtrudniej
Najtrudniej zaufać pobożności

Setki pytań nijakich
Stwierdzeń w bezsensowności zatopionych
Tęsknot z głowami Aniołów
Jest teraz w mej głowie na balu...

I nadzieja w świetlistej tkaninie
I naiwność i wiara i ból
I ja pośrodku wszystkiego
Niczym upadły Król

W nieplanowanej zabawie tkwimy
Ja i ten cały kram
Cóż Ci moja przyszłości
Cóż z tego wszystkiego Ci dam

Czy wybór będzie podobny
Jak dzień, godzinę temu
Czy w ogóle coś do powiedzenia mam
Czy mogę rozkazać przeznaczeniu?...

***

Szare twarze zmęczonych ludzi
Maleńkie postacie poczętych dzieci
Z ciał smętnej dorosłości
Więc jak i one bez szans
Na ogrzanie płomieniem nadziei

***

Duszny przedział w wagonie drugiej klasy
Noc ciemna nie dostrzegam uroków tej trasy

Naprzeciwko z prawej strony
Starszy pan, z miesiąc niegolony
Wpatrzony w falujący biust tej dziewczyny obok
Co niby to niechcący trąca lewą nogą
Nowobogackiego cuchnącego jakąś drogą wodą
Z wżelowaną grzywą i grubą bransoletą
Zainteresowanego jednak tą drugą kobietą
Ze znacznie staranniejszą niż ta pierwsza toaletą

Mimo iż to duszny przedział w wagonie drugiej klasy
Noc ciemna, a ja nie dostrzegam uroków tej trasy

Wszyscy w milczeniu minuty przepychamy
Nastrój ogólnie ponury, zaspany
A mogłoby być weselej raczej
Gdyby biuściasta na dziadka spojrzała inaczej
A elegancka dama siedząca przy drzwiach
Dała szansę Nowobogackiemu w przedziałowych grach
Musnąwszy choćby jego portki seksownym obcasem
Fundnęłaby mu rozkosz za zerową kasę

W dusznym przedziale wagonu drugiej klasy
Noc ciemna, nadal nie dostrzegam uroków tej trasy

Tak jadę i jadę z nadziei pokładem
Że może opatrzność tej nudzie da radę
Że ktoś potrząśnie ręcznym hamulcem
Że dziadzio wyląduje nosem na koszulce
Sąsiadki, muskając zarostem jej piersi gładkie
Spełni swe marzenie, cóż z tego, że przypadkiem
Że obcas damy zostanie schwytany
Przez Twór z naprzeciwka w łańcuch odziany

Lecz duszny przedział z wagonem drugiej klasy
Pośród nocy ciemnej - nie dostrzegam uroków tej trasy
Toczy się dalej i nic nie dzieje się wcale
Wszyscy tkwią na miejscach tym życia rozdziale
W końcu megafon ogłasza koniec tej męki
Wiem, że na do widzenia nikt nie poda sobie ręki
Rozejdą się wszyscy w swe prywatne strony
Lecz nikt nie wyjdzie zadowolony
Z tego dusznego przedziału w wagonie drugiej klasy
W środku nocy ciemnej, bo nikt nie dostrzegł uroku tej trasy...