MICHAŁ CHERUBIŃSKI  

MICHAŁ CHERUBIŃSKI

Ja to satyra. Urodziłem się z łez wywoła-nych fałszem, chamstwem, brutalnością i głupotą tego świata. Jako młody poeta bez wahania zbuntowałem się przeciwko istniejącemu porządkowi. Świadomy swo-jej niemocy zacząłem śmiać się przez łzy
i przepełnił mnie sarkazm.

BIAŁE SZALEŃSTWO

Czy to bajka czy nie bajka
raz rozdarła się kufajka
i się darła nie na żarty
że pojechać chce na narty
bo uwielbia gdy po stoku
jak kaskader mknie na boku
w takich chwilach jej się zdarza
zapominać gospodarza
zatraciwszy się w żywiole
mknie aż znajdzie się na dole
dla kufajki sport to zdrowie
przyjechało pogotowie
i pan doktor prognozuje
że ciuch w szafie wyląduje


BARBI

Płacze Daria Barbi chora
Ken sprowadzić miał doktora
ale doktor nie przyjedzie
choć choinka jest i śledzie
choć prezentów całe góry
wszystko banał bzdety bzdury
chłam tandeta do niczego
ja chcę sprzętu medycznego
chcę od rana do wieczora
z Jasiem bawić się w doktora
Jaś wszystkiego mnie nauczy
walę wasze tamaguchi


PAN TWARDOWSKI

Tętnią życiem stare mury
diabli wzięli Dom Kultury
łby kudłate w numer mają
Twardowskiego wystawiają
ludzie też jak w diablim szale
spektakl w spektakl całą salę
wypełniają bez litości
aż ławeczek brak dla gości
bo na pustej od lat scenie
jest nareszcie przedstawienie
lecz niektórych mierżą zmiany
posypały się nagany
wszelkiej brzydząc się roboty
z aktorami wciąż drą koty
i miast cieszyć się sukcesem
stoją z kluczem nad sedesem
gdy kurtyna w dół opada
czarownica warczy blada
sieje burzę rzuca kłody
sfałszowane ma dowody
na łbach diabłom ciosa pale
kupę szmalu chce za salę
wciąż Borutę napastuje
sznurowadła mu związuje
z pasją daje mu po kościach
rządzi się jak pan na włościach
maltretuje dziadki słabe
diabli wezmą taką babę
lecz nim wezmą ja obstaję
niech jej burmistrz dupę skraje
i to zaraz już galopem
niech pokaże że jest chłopem
a jak nie to słowo daję
jemu też się tyłek skraje


PAN TWARDOWSKI cd.
Rozprawa

Ludzie, ludzie źle się stało,
dzieciom sztuki się zachciało.
Przez dnie całe role kują,
akcentują i rymują.
Tego masom nie potrzeba,
gawiedź jest spragniona chleba.
Nie chcą rymów, ni Moliera,
na wymioty ich to zbiera.
Świat kultury, rada cała,
u burmistrza się zebrała.
- Pora skończyć to ględzenie,
po co miastu przedstawienie.
Teatr! Też mi! To głupoty!
I odciąga od roboty.
Zlezą się miastowe chamy
i zapragną być widzami.
Będą chcieli, daję słowo,
za czas jakiś - sztukę nową.
A i na tym rzecz nie stanie,
zacznie się koncertowanie.
Słowa mówię tu najszczersze,
będą chcieli pisać wiersze.
Znam też takich wichrzycieli,
co galerii będą chcieli.
Przez to nasze szare masy,
mogą jeszcze nabrać klasy.
Mówiąc krótko i bezczelnie,
zaczną myśleć samodzielnie.
Jak się wtedy będzie miała,
przenajwyższa rada cała?
Przyjdzie radnym skończyć marnie,
gdy świadomość lud ogarnie.
Tak, tu zwlekać nie wypada.
Teatr w mieście, to zagłada!
Trzeba sobie w biedzie radzić,
przed sąd trupę doprowadzić.
Niech on teksty skonfiskuje,
a kuglarzy, deportuje!
Po co czekać, z miną bladą,
cały rok - zanim wyjadą.


NA CMENTARZU

Leży baba na cmentarzu
ciemno ma jak w kałamarzu
palce gryzie, zęby szczerzy
kilka trupów na niej leży
to historia niebywała
w życiu baba w cnocie trwała
a po śmierci, pomyśl sam
w baby szkielet tu i tam
bez pardonu, bez litości
włażą kości innych gości
zgłoszę księdzu, nie ma mowy
nekrofilię, seks grupowy
nie- u księdza także nędza
ksiądz chce wwalić się na księdza
fuj pedalstwo, ba i żeby
a w dodatku trupojeby
jak zakończyć rzecz, o wstydzie
chyba zgłoszę w sanepidzie
tę niezdrową sytuację
niech ktoś wstrzyma ekshumację


SZKICE ZDZISIA

konkurs plastyczny "Przasnysz inaczej"

Wyciągnął Zdzisio blok rysunkowy
i się zaczęło łamanie głowy
kluczy dziecina wśród wielu znaczeń
chce namalować Przasnysz inaczej

słyszał coś o tym w telewizorze
lecz taki przykład uchowaj Boże
do kosza cisnął szkic choć był śliczny
wszak wydał mu się pornograficzny

pomyślał może tędy jest droga
bezwładna ręka ucięta noga
brak kasy w kasie niemoc w urzędzie
niech Przasnysz sprawny inaczej będzie

wiele nie musiał tu fantazjować
mądrych inaczej zaczął rysować
inną uczciwość szlachetność wspak
honor to znaczy honoru brak

a gdy już skończył Zdzisio swe dzieło
piękno inaczej z kartki buchnęło
dumny był dzieciak że tak potrafi
świat oddać wierniej od fotografii


GIGANT

Wszyscy są mądrzy bez dwóch zdań
na świecie głupich nie ma
chociaż niektórzy to ho ho
a to już inny temat

Przed lustrem taki się zatrzyma
brwi zmarszczy slogan jakiś powie
i zaraz wyżej trzyma łeb
bo wziół majestat odkrył w sobie

Potem już tylko chodzi pufa
każdemu radzi wszystko wie
toć z góry doskonale widzi
że nikt na niczym nie zna się

Toczy bufoni się przez życie
wysoko niesie czoło dumne
a gdy już umrze to o dziwo
mieści się w standardową trumnę


U CIOCI

Siedzę na imieninach
zajadam ciasteczko
w pogodnej atmosferze
kosztuję wineczko
łokcie blisko przy ciele
i noga na nogę
może bym i pierdnął
kultura nie mogę
uśmiecham się łagodnie
roi się pod czachą
że napiłbym się wódy
zakąsił kiełbachą
sypałbym jak z rękawa
solone kawały
dziewczyny by na stole
nago tańcowały
a tymczasem wycieram
usteczka chusteczką
i wyciągam rączkę
po drugie ciasteczko
pozdrawiam współbiesiadników
delikatnym gestem
i nie wiem kurwa gdzie jestem


POŻEGNANIE

Pora już pożegnać Przasnysz, choć to moje miasto.
Brak tu pracy i pieniędzy,
dla mnie światło zgasło.
Utonęła w gównie kępa wraz ze wspomnieniami.
Pcha się bieda do okienka,
kasy z zasiłkami.
Kupczą kupcy majtasami w świątyni kultury.
Przeżuwamy kneble w gębach,
dar autocenzury.
Pała zawiść i nienawiść, żrą się szczury w biedzie.
Na postronkach psy szczekają
i karawan jedzie.
Choć zamieszkam hen, daleko, wkrótce tu przylecę.
Na pierwszego listopada,
znicza Wam zaświecę.


UTWÓR PO PROMOCYJNY

Zasadził się nasz senator, nie chcę mówić który
i ruszył do urzędu, poszukać kultury.
Zdziwił się pan starosta, wstał burmistrz zdziwiony.
Radzi by ugryźć temat, ale z której strony.
W końcu obaj jak jeden, rzekli mu, człowieku,
chcesz zobaczyć kulturę, szukaj jej w MDK-u.
Zaszedł więc do MDK-u poszukiwacz cienia.
Pokażcie mi kulturę, takie mam życzenia.
Na to pani dyrektor szepnęła: o wstydzie.
Tutaj nie ma kultury, tutaj remont idzie,
ale by pan senator nie pognał nam kota
to się ludzi skołuje i coś się umota.
Artyści to naiwniaki, uwierzą głęboko,
byle co im obiecasz, a ucieszą oko.
Zasiadł zarząd, brwi zmarszczył, myśl zmobilizował,
sporządził listę ludzi, na twórców mianował.
I ruszyła maszyna, po szynach ospale.
Malarz śpiewał piosenki, chór odtańczył balet
i choć krótko to jednak bardzo pięknie było
niezłą sztukę zrobili, choć sztuki nie było.
Popatrzył się senator, potem skinął głową.
Spisaliście się dobrze, ba nawet wzorowo.
Dzięki ci aparacie! już nie muszę marzyć.
Mam już u swego boku nadwornych kuglarzy,
a za to żeście ludzie nie są bici w ciemię,
pewno dam wam medale, a być może premię.
Wam także drodzy twórcy szczerze podziękuję.
Ja potrafię docenić, gdy ktoś się gumuje
i pochwały nie szczędzę dla takiego zucha,
co natchniony mym słowem, w moje dudy dmucha.
To mówiąc pan senator zrobił zwrot na pięcie,
tym samym inicjując nowe przedsięwzięcie.
Popatrzyli po sobie twórcy, stojąc w kupie,
dostrzegli, że senator ma ich chyba w dupie.
Łzy ze złości pociekły im po siwych brodach.
Głupi twórca przed szkodą i głupi po szkodach.
Z takim hasłem przewodnim po norkach się skryli,
lecz przylecą, gdy tylko będziecie prosili.
Nie ma tutaj morału, bo po co morały,
niejeden raz urzędy, z kulturą wygrały.
Tak- komunizm dał w spadku nam spuścizny liczne.
Twórcy są jak szalety, muszą być publiczne,
no a szalet, cóż szalet, wyjaśniać nie trzeba.
Ma wtedy racje bytu, gdy gniecie potrzeba.


Z CZARNEGO LĄDU

W pewnym mieście na widok publiczny
się wystawiał człowiek egzotyczny
czarna kryła go skóra
i kręcone miał pióra
na dodatek był obcojęzyczny

wszyscy ludzie w miasteczku gadali
że podobno pochodzi on z Mali
i że gość czarnooki
chociaż nie jest wysoki
to sprzęt za to ma on jak ze stali

a że chciano uniknąć lapsusa
nakazano więc zbadać konusa
i gdy już delegatki
opuściły mu gatki
wyszło na wierzch że ma go z bambusa


PASJE

czyli wiosenny liryk o wędkowaniu

Zima się przedzieżgnęła
w słowików trele majowe
biorę z szafy kapelusz
buty gumowe

Staję cicho nad rzeką
pośpiesznie wędkę rozwijam
zapuszczam i czuję dreszczyk
na końcu kija

Płyną po niebie chmury
po wodzie chodzą cienie
tkwi w garbie błękitnej fali
spławika lśnienie

Wokół budzi się życie
balansuje jak trzcina
bluk pęka wodna tafla
rybę zacinam

Wbija się ostry haczyk
rybie w zdziwiony pysk
ależ to głupie stworzonko
poszło na błysk.