KROPLE ROBERT DUTT MIESZKANIOWE DZIECI

ROBERT DUTT

urodzony 11 listopada 1970 r. Zadebiutował w 1993 r tomikiem "Niedoskonałość". W 1994 r. wydał zbiór pt. "Krople".

NIEDOSKONAŁOŚĆ

kalekie myśli
pomiażdżona mowa
brzęk-trzask
cichną
bitwa skończona

przebity
niedoskonałym słowem
leżę
lecz jeszcze widzę
widzę
błękit nade mną
i
ptak nade mną
śnieżnobiały


KROPLE

zburzono filar lasu
niebo bez podpory
nagięło się do ziemi
popękana jego czasza
przecieka wolno
pojedyńczymi kroplami


OSTATECZNY ARGUMENT

w twarz cisnął
wulgarnym kamieniem
a gdy nie poszła
krew
chwycił z ziemi
najbliższe słowo


SZEPT

noc ta dzisiejsza
z niebem szkarłatem podszytym
to gwiazdy krwawiące
płaczą śnieżnymi łzami
do szyby przylegam
do krzyża ramy
i szepcę z cicha
czy słyszysz
jak trzeszczą zmurszałe schody
jak skrzypią wiekowe drzwi
zamknij tylko oczy
a ja już będę
przy tobie


CEREMONIA ZAŚLUBIN

spowici szarością
przypaloną
językiem czasu
gasnącym
u schyłku
wydobyć kontrasty
ciepłem kruchych dłoni
i złotym krążkiem
na pomarszczonych palcach


PŁOMIEŃ

płomień namiętny
nawet skrzydła lotne
strawił

słowa wiadra
wypełnione tobą
umorusany błotem
anioł
ciska do ich wnętrza
przekleństwa


RÓŻA

gdy wchodziłem
nie wiedziałem
że narodzisz się wierszem

gdy wychodziłem
nie wiedziałem
że wierszem odejdziesz

ociemniały przytulam
pachnącą różę
kłuje


STRZYŻENIE

kat do wynajęcia
z nożyczkami i grzebieniem
dwa lata pamięci
spada z hukiem
na ziemię
jak kamień z serca

obca twarz
z lustra spogląda
-wszystko jeszcze
przed tobą
a ja
nie wierzę już
w zmartwychwstanie


OSTATNIE MARZENIE

z knajpy wyszedłem
by odsapnąć
i
noc przejeździłem
w wielkim wozie

poranny deszcz
twoją ręką
zmył z twarzy
ostatnie marzenie


PORADA

a gdy im powiesz
nabiją cię na pal
i nikt już nawet
nie spojrzy na ciebie


DZIEŃ

od rana
kocham świat
-czyżby cud
-inspiracja porankiem
-a może początek
obłędu


NIE ZAPOMNISZ

nie zapomnisz
dziewczyno poety
nie zapomnisz
on kwiatem
w duszy zostanie
lub kałużą krwi
przelaną

w słowach twych
lodowcach
nieraz zapłonie
i owionie ciepłem
wszystkich tych
co przyjdą po nim


NIE LUBICIE

nie lubicie poetów
bo oni smutkiem waszym
a żal wasz
to ich kawa poranna

wieczorem
liczycie grzechy
w strofach obcych wierszy
i po kolejnej zwrotce
już wiecie
........
nie lubicie poetów


MINIATURY

LATARNIA

Gdy szedłem w jedną stronę, zapalała się. Mówiłem dzięki i dalej przed siebie. Gdy wracałem gasła. Myślałem, że to moje jakieś fluidy. Bywało i odwrotnie. Gdy do przodu gasła, gdy wracałem, zapalała się. Trwało to długo, aż stwierdziłem, że jest cudem. Wybiegłem by skłonić się przed jej smukłym korpusem, a tam jacyś podrzędni aniołowie kończyli wykopywać ją z ziemi.


LUSTRO

Powietrze nabite ołowiem spalin. Ciężkie. Tylko jeden człowiek w zasięgu wzroku. Jego szalone oczy, jakby miotały płomienie. Ręce groziły. Klęknął nachylając się do asfaltu. Łup głową o powierzchnię. Raz, drugi, trzeci. Głową muru nie przebijesz - pomyślałem i ruszyłem w jego stronę. Czułem jak jego wzrok prowadzi moje buty. Kim jesteś. Nie odpowiedział. Podał mi tylko wyjęte z portfela małe okrągłe lusterko.


PIERWSZA ROZMOWA

Sceneria tu niezbyt bajkowa. Nie ma smoków, nie ma wielkich rycerzy. Może tylko wieczny dym snuje się wężem między stonogą krzeseł. Nasze usta splamione słowami. A one jak kamyki. Ciosane w kształt idealny by nie uszkodzić źrenicy. Która czeka, aż kamyk rzeką się stanie lub ptak z niego - choćby kaleki.

Obiecujemy ucztę "nam obiecaną", obiecujemy młode wino
"nam obiecane".

I wreszcie stajesz na krawędzi słowa. Między bielą i czernią, tam wszystkie odpowiedzi i pozostaje tylko zamilknąć.


POGRZEB

..."I wszyscy zmartwychwstaniemy"- grzmiało z ambony do zgromadzonych w kościele. Każdy z rodziny wpatrzony w trumnę.Ciekawe czy będą zbierać na tacę. Potem czterech czarnych mężczyzn zaniosło ją do dziury w ziemi. Hipokrytyczni ludzie i ich smutne oczy. Wpuścili trumnę. Ktoś sypnął garść ziemi. Wreszcie grabarz splunął w ręce i cisnął pierwszą łopatę piachu. Pierwsze uderzenie o blat zmartwychwstania. I przyszły mi na myśl słowa poety " był człowiek".


MOJE MIEJSCE

Nie musisz mi mówić.Wiem o tym. Wie o tym każdy człowiek na ziemi. Więc nie mów mi, że kiedyś umrę. Czy będę żałować, nie wiem. Może zobaczę wtedy wszystko z drugiej strony, zaśmieję i zapłaczę. Nie wiem.Lepiej zajrzyj w mój sen. Zobaczysz tam człowieka, który przyjdzie na moje miejsce. Zobaczysz, jak naiwny idota uśmiecha się na tę myśl.


NARODZINY

Myślę, że to było wygnanie z raju. Koniec czasu, a może początek. Narodziłem się w czymś, co określić nie podobna. I jeszcze nie wiedziałem, że już obok czeka lęk, a krzyk dochodzący do moich uszu, to niepewność.

Gdybym wtedy wiedział, może zdążyłbym jeszcze powrócić do łona.


LATA

Szyby napięte jak żagle, do granic ram, trzeszczą. Wiatr ten niesforny grajek i noc jego ciemny brat. Dziś są razem, w zgodzie.

A on-Noc. Sączy się przez szpary w oknie jak wąż. Długi, czarny,wszechmocny - kusiciel poetów. Gdy wszyscy śpią, tylko oni mierzą jego długość, dotykają łusek, patrzą w oczy. Czekają, wciąż czekają, aż swoją piękną czernią wsączy się w atrament, owinie śnieżną biel kartki izostawi ślad swojej bytności. Na wieczność, na całe lata, które dzielą mnie jeszcze od ciebie.


MIESZKANIOWE DZIECI

RZEŹBIARZ

czas to artysta
jego wytrwałe dłonie
woda
powoli rzeźbią
w
spokoju kamieni
twarze


LISTY

jesień znowu
zasypała mnie
listami
depczę je
idąc ulicą
już ich nawet
nie czytam
wiem co pisze
-zima idzie


STARA BAJKA

pełna snów
poduszka poety
z jednej strony
sny natchnione
z drugiej
sny wizyjne
a po środku
głowa poety
jak osiołek
między dwoma żłobami


NOCNY DYŻUR

kurczy się
obraz
kamienne powieki
łapią w locie
ptaki
filary zapałek
dźwigają
sklepienie świata


GRANICA

gdy po konsumpcji
naszej znajomości
uskrzydlony
wreszcie przekroczyłem granice
swojej męskości
bocian pociągnął mnie w dół
z dziecinnym grymasem
na dorosłej już chyba
twarzy


LIST DO SIEBIE

stanąć
poza celem
poza istotą
zgwałconej prawdy
splunąć
przez ramię
na pohybel
i rzec
(pieprzę)
przecież dano mi
wolny wybór


POLITYKA

że duma
że patriotyzm
że ojczyzna
że
a ja w tym wszystkim
gdzie ?


MIESZKANIOWE DZIECI

poczęte jak zbrodnia
dla kary
w pobielonych kratach
tak oczekiwanej

przedpokoje rąk
obejmują wnętrza
z przyduszonym echem
żyrandol głowy
wciąż szuka
odpowiednio jasnego
słońca


WIZJA NIEREALNA

noc-kochanka
złości i niepewności
wielkich i małych
słów
wezmę miecz
i przetnę jej kark
rozetnę ciemną zasłonę
i przed świtem wejdę
w światłość
bez źródła


KADR "ULOTNIE"

przeszła obok
przemknęła
delikatny uśmiech
zaczepił się o klamkę
uleciał
zapach


WYCHODZĄC

zapomniałaś zabrać cienia
odciśniętego kształtu w zadymionym
powietrzu
jest teraz wszędzie
w kącikach ust i pod powiekami
między lampą a wysłużoną gitarą
czasem jest posiłkiem
czasem blaszaną łyżką
krztusi się milionowym papierosem
gdy zgaśnie światło
pompatycznie maszeruje
na krawędzi łóżka
wślizguje się pod kołdrę
i z drwiącym uśmiechem
czule szepce
kocham

LIŚĆ

spojrzenie też się zmienia
gdy widzę drzewo
widzę tylko drzewo
a nie wiekuisty pomnik
gdy widzę liść
nie widzę majowych ogrodów
tylko liść
który niedługo spadnie
i już go nie będzie


OPOWIEŚĆ DLA NIEGO

chwycił nóż
i jednym gestem
obciął głowę węża
kusiciela
nie będzie zbrodni
nie będzie kary
tylko żal
na śladach krwi
nie daje się zmyć
o poranku


STRÓŻ

noc jest czuła
nosi go na rękach
otula cialo
otula oczy
usypia
zapachem majowych bzów
a on
pogardza sobą
i bach ją w mordę
bo musi być wdzięczny
że dają mu zarabiać
na odrobinę dnia


CODZIENNE WIECZORY

minuty zmieniamy w gesty
godziny w zwykłe uśmiechy
sekundy w minuty
minuty w godziny
trwamy w ruchu bez ruchu
to jego czas on jest królem


XXX

pod żałobną rzęs
noszę cienie
szukam im
żon, mężów
sióstr i braci
gdzie nie stanę
wyciągają przed siebie
dłonie
a wokoło tylko materia
domy, ulice, ludzie


NA ODJAZD

zostawię różę
w sercu
kolcami kłującą
skrzydła anioła
w obcych rękach

urodzony 11 listopada 1970 r. Zadebiutował w 1993 r tomikiem "Niedoskonałość". W 1994 r. wydał zbiór pt. "Krople".