Wojciech Symo這n

WOJCIECH SYMOΜN

ur. w 1979r. w Przasnyszu. piel璕niarz dyplomowany, pedagog specjalny mi這郾ik Samuela Becketta i Rolanda Topora wychowawca i opiekun dzieci z rodzin patologicznych ideowy anarchista z silnym poczuciem zakorzenienia w systemie spo貫cznym poeta i malarz amator - wystawa autorska "4 DECO ART".cz這wiek silnie prze鈍iadczony o tym, 瞠 bezgraniczna wola przetrwania nie jest jedynym determinantem ludzkiego post瘼owania wolontariusz Centrum Charytatywno - Opieku鎍zego w P這cku

* * *

odrzuc kamie co wypala
pi窷 otworz na bliski d德i瘯
nie s造sz go
wybacz
w gniewie nawet szmer ucho kaleczy
nadw徠lony szuka bocznych drzwi
usi康ziemy do wsp鏊nej wieczerzy
bia造 obrus na rozpalonym tle
po raz pierwszy st馧 ugina si b璠zie
wiar kt鏎a g鏎y przeniesie
nadziej kt鏎a uleczy nasz b鏊
mi這軼i tak doskona陰
瞠 ty kt鏎emu plu貫m w twarz
j zrozumiesz
do puchar闚 anio pokoju wleje raj
tym razem
nie zapomn spojrze ci w oczy


* * *

zawsze
rozpoczynam nic nie znacz帷ymi
s這wami
w kt鏎ych sens tkwi wy鈍iechtany
wymuszony jedynie
momentem ich wypowiadania
czy kto opr鏂z mnie
miewa takie pocz徠ki
realizacji wyznaczonego celu
silne tylko na tym w豉郾ie pocz徠ku
tak czy inaczej mniej lub bardziej
tak to mniej
inaczej to bardziej
dla bardziej wol zdecydowanie inaczej
nie tylko na dobry pocz徠ek


Dla Edyty

wiosna szalona niebotyczna liryczna
magiczna idylliczna
bez Twojego oddechu tragiczna
komiczna
idiotyczna
tak tu zimno...


* * *

nie wierz waszym niebieskim u鄉iechom
niedojedzonym spojrzeniom prawie
w g陰b mnie
na dnie nie tylko siebie czuj wasze szperanie
nurzanie si w setkach bzdur kt鏎e nie dotycz
nikogo bezpo鈔ednio
tym bardziej takiego nikogo jak ja
przesadni patetyczni uzurpatorzy
wasz tragedi staje si m鎩 wyb鏎

wybra貫m polne kwiaty
szczypt popio逝 na 郾iadanie

moje miejsce jest chyba na zewn徠rz


* * *

koron chwa造
nosz tylko 瞠bracy
pragn nosi
jak ty
鈍i皻y kurz
na poranionych stopach


* * *

bosa istota po鈔odku
wierzba p豉cz帷a
od nadmiaru 貫z wylanych
stoj przed tob
ja cz這wiek ubrany w osty
kilka pokrzyw i 鄴速ych mleczy
kilka rozterek to wszystko co mam
mo瞠 jeszcze moje obrazy
z lud幟i bez twarzy
to wszystko co mam...
tyle s堯w...
to nie przypadek taki szary ja
po鈔鏚 tysi帷a takich


* * *

staram si by
w nierzeczywisto軼i oknem na 鈍iat
kondycj jednostki zawieszon w pr騜ni
mezaliansem opadania duszy
podporz康kowaniem serca obowi您kowi
nietrwa造m wra瞠niem bez zasady
etapem kszta速owania si poj璚ia nicniewarto軼i

patrz razem ze mn przez okno


* * *

stukot
d德i瘯i do cna rozedrgane
rzeczywisto嗆 na wskro oderwana

niesmaczna dla mas

czarne s這鎍e w godzinie po逝dnia
przebite serce
drzazgi
pot
krwawa bole嗆

oprawco tu i teraz patrz
nie p豉cze
nie poucza
nie podnosi czo豉

pragnie d德ign望 wi璚ej ni mo瞠


wierz
poznaj
pragnij
ufaj
tumult bia造ch szat na wietrze wezbrany
potok mi這軼i przed o速arz wylany
suche krople 鈍iec帷e na trawie

nie musz wierzy bo tak napisali
musz wierzy
bo tak we mnie jest


* * *

gdzie daleko st康
sta貫m drugi ja
taki sam jak ty
w blasku i tajemnicy
s逝cha貫m
ptaki 酥iewa造
szemra strumyk
a ty mo瞠 spa貫
mo瞠 pracowa貫
o on umiera
ty o niczym nie wiedzia貫
mo瞠 spa貫
mo瞠 pracowa貫
a mo瞠 nie chcia貫...
a on musia